fbpx

PROSPERO

Często myślę w ostatnich dniach o telefonicznej rozmowie, w trakcie której Jerzy Limon zaproponował mi zorganizowanie w Teatrze Szekspirowskim cyklu debat pod tytułem Bezradność filozofa. Propozycję przyjąłem z radością jako zapowiedź fascynującej intelektualnej przygody. W krótkiej wymianie zdań wspólnie dookreśliliśmy, że na cykl składać się będą Rozmowy o współczesności z Szekspirem w tle. Posiłkując się Szekspirem jako inspiracją, będziemy rozmawiać o trudnych, być może nierozwiązywalnych dylematach i problemach dzisiejszego świata społeczno-kulturowego.

Dzięki temu dookreśleniu tytułowa „bezradność filozofa”, która mnie zrazu zafrapowała, przestała mnie zastanawiać. Ot, nieco emfatyczne, ale dzięki temu zwracające uwagę hasło wywoławcze projektu… Od kilku dni nie daje mi ono jednak spokoju. Jerzy opuścił nas. A „bezradność filozofa”, o której usłyszałem od niego po raz pierwszy przed kilkoma miesiącami, wybrzmiewa we mnie jako jego ostatnie słowa. Swoisty testament.

Gdy dotarła do mnie wiadomość o śmierci Profesora, przypomniałem sobie odczucie, które nawiedziło mnie po zakończeniu tamtej rozmowy. To, że Jerzy Limon z wielkim (charakterystycznym dla siebie) entuzjazmem mówił mi o „bezradności filozofa”, odczułem jako okoliczność z gatunku raczej dziwnych. Skąd zainteresowanie bezradnością u człowieka, dla którego – o czym wszyscy wiemy – nie było rzeczy niemożliwych? Ile nieprzekraczalnych barier przełamał w swoim intensywnym, pełnym pasji życiu, ile granic przesunął, przez ile zasieków się przedarł, ile pól minowych rozbroił? Nie tylko w świecie materialnym, ale też – co chyba jeszcze ważniejsze – w obszarze zbiorowej wyobraźni.

Wyrażając się lapidarnie, „bezradność filozofa” zupełnie nie pasowała do Jerzego Limona, który był tytanem przenoszącym góry. Dlaczego więc w ostatnich miesiącach życia go tak intrygowała?

*

[…] zaćmiewałem słońce,
Budziłem dzikie wichry, podżegałem
Morze i niebo do ryczącej wojny;
Grzmoty ponure uzbrajałem ogniem
I rozszczepiałem dąb Jowisza jego
Własnym piorunem; poruszałem z posad
Masywy lądów, rwałem z korzeniami
Sosny i cedry; budziłem w mogiłach
Zmarłych i z grobów odwalałem głazy,
Aby wyjść mogli […]

Słowa te pochodzą ze słynnego monologu Prospera z Szekspirowskiej Burzy. Prospero również potrafił przenosić góry. I wydaje mi się, że miał (ma) więcej wspólnego z entuzjazmem, wigorem, pasją, zapamiętaniem i marzycielstwem, niż na pierwszy rzut oka dostrzec można w starzejącym się mężczyźnie zesłanym na bezludną wyspę, potężnym kiedyś, lecz zmęczonym i zgorzkniałym, obsesyjnie wypatrującym przez lata okazji do zemsty na wrogach i prześladowcach. A przecież tak najczęściej sobie wyobrażamy Prospera.

Różne zbiegi okoliczności sprawiły, że w ostatnich tygodniach intensywnie rozmyślam o Burzy. Tak łatwo się w tej wielkiej szekspirowskiej metaforze pogubić. Niby wszystko jasne na poziomie fabuły. Przypomnijmy (w dużym uproszczeniu): u brzegów wyspy rozbija się statek pełen dawnych wrogów i prześladowców Prospera, wszyscy cudem przeżywają. Niczym współcześni the lost wędrują przez nieznany ląd. Nie wiedzą, że na wyspie mieszka Prospero i że to on – korzystając ze swoich magicznych mocy – spowodował i katastrofę, i ich ocalenie, a teraz niczym „Wielki Brat” śledzi każdy ich krok i okrutnie doświadcza, aby dokonać upragnionej zemsty. Tej jednak nie doprowadza do końca. Ujawniając przed nimi swoją tożsamość, zadowala się skruchą dawnych prześladowców i przebacza im, jednocześnie raz na zawsze wyrzekając się swojej magii. Decyduje się na powrót wraz z nimi do Neapolu, a stamtąd do Mediolanu, z którego został ongiś wypędzony, teraz ma odzyskać nad nim panowanie. Ta dość trywialna, na poły bajkowa opowieść, gdy się w nią wchodzi głębiej, okazuje się jednak prawdziwym labiryntem. Czym bowiem jest magia Prospera? Kim są towarzyszące mu duchy? Jaka jest jego kondycja? Jaka motywacja? Dlaczego rezygnuje z zemsty i dlaczego wyrzeka się swojej magii? Tych i tym podobnych pytań kryje się bez liku pod gładką powierzchnią opowieści. Można się o nie rozbić, jak o podwodne skały u brzegów nieznanej wyspy, gdy sztorm rzuci na nie nasze statki. A jest to tym bardziej prawdopodobne, im bardziej zaufa się gładkiej powierzchni szekspirowskiej opowieści.

Wspominając Jerzego Limona, chcę odwołać się właśnie do Burzy. Nie pomimo, ale ze względu na jej zagadkowość. Jest po temu kilka powodów. Pierwszy jest prosty. W tym samym czasie, kiedy sam intensywnie pracowałem nad dramaturgią Burzy (projekt niestety upadł), w Teatrze Szekspirowskim premierę tego samego dramatu przygotowywał Szymon Kaczmarek. Dlatego Burza miała być tematem pierwszej rozmowy w ramach „Bezradności filozofa”. Drugi powód, bezpośrednio związany z pierwszym, jest poważniejszy. Jerzy w ostatnim czasie żywo interesował się Burzą, intrygowała go i pociągała. Powiedział mi w czasie Festiwalu Szekspirowskiego, uradowany dużym zainteresowaniem Hamletem z Teatru Słowackiego, którego inscenizację współtworzyłem jako dramaturg i filozof- -interpretator, że w trudnych czasach ludzie oczekują od teatru poważnych, fundamentalnych tematów. A Burza przecież do podjęcia takich właśnie tematów szczególnie prowokuje. Trzeci, kluczowy powód ma naturę fundamentalną i jest decydujący. Otóż Prospero – jestem o tym głęboko przekonany – to postać literacka, która świetnie tłumaczy się, gdy zestawi się ją z fenomenem Jerzego Limona. I na odwrót – fenomen ten staje się zrozumiały dopiero wtedy, gdy spojrzy się na niego przez pryzmat Prospera. Prospero jest kluczem do Limona i do „bezradności filozofa”, ku której gnały go szalone intelektualne prądy oceaniczne, którym się przed wieloma laty powierzył.

Kim jest Prospero? Metaforą jakiej sytuacji społeczno-kulturowej jest jego historia? Myślę, że wbrew literze tekstu i tradycji jego odczytywania Prospero nie jest byłym, przegranym władcą i politykiem. Prospero jest człowiekiem ksiąg, jest uczonym, który wybrał drogę wiedzy, świadomie rezygnując ze ścieżki politycznej władzy. Niby to niewielkie przesunięcie interpretacyjne, ale różnica jest kluczowa. Fabuła Burzy przywołuje co prawda dramatyczne wydarzenia z przeszłości: zamach, pozbawienie Prospera władzy i wypędzenie z Mediolanu, którego był księciem. Był to jednak zamach na kimś, kto zachowując tytuł do władzy, faktycznie sam jej się już wyrzekł. Był człowiekiem oddanym wyłącznie wiedzy. Los Prospera jest więc metaforą nie utraty i pozbawienia, ale rezygnacji motywowanej pozytywnie, bo będącej wyborem tego, co pociągające bardziej niż władza. Jest to wybór umiłowania wiedzy i to tej nazywanej od czasów starożytnych mądrością. „Umiłowanie mądrości” czyli filozofia… Filozofia, która, zgodnie z sugestią Sokratesa, oznacza przedkładanie dobra duszy ponad ambicję, znaczenie i uznanie, jakie w społeczeństwie daje jednostce władza. Prospero wybiera „lepszą cząstkę”, gardzi polityczną machinacją i ukrytymi za nią dwuznacznymi popędami. Jest człowiekiem myśli, jego popęd to pragnienie światła. Tego światła, które rozbłyskuje poza zarządzanym przez polityków światem platońskiej jaskini.

Ale Prospero to nie tylko człowiek księgi. To również człowiek wyspy i magii… Na wyspę rzuciła go wola polityczna tych, którym oddał pole, aby poświęcić się swojej filozoficznej namiętności. Do czego jednak odnosi wyspa, gdy czytamy konsekwentnie Burzę jako metaforę: największą po jaskini Platona przypowieść o paidei, czyli, jak przetłumaczył Władysław Witwicki, o kulturze intelektualnej i jej braku. Wyspa jest miejscem, w którym Prospero przekracza swoje wycofanie w obszar ksiąg i w wewnętrzne życie swojego umysłu. Wyspa jest miejscem, w którym Prospero działa, angażuje się, włada (choć prócz Kalibana i Ariela oraz gromady duszków, postaci nad wyraz symbolicznych, nie ma tam żadnych poddanych). Czy naprawdę trudno zauważyć, że wyspa jest metaforą teatru, tworzonego przez Prospera-Szekspira? A przecież mało kto to dostrzega.

Dla Szekspira – co genialnie wyłożył bliski mi Stanisław Wyspiański – teatr był sztuką myślenia, czyli performatywnie uaktywnionym, społecznie oddziałującym, wpływającym na bieg spraw, na ludzkie postawy i przekonania pragnieniem mądrości. Był filozofią przemienioną w magię, czyli w teatralne, czy szerzej, kulturowe działanie, dokonujące w ludziach przedziwnych transformacji. Tego właśnie figurą jest Prospero zamieszkujący swoją wyspę: jest figurą myśli, która nie jest bezradna i nie stanowi przeciwieństwa działania i wpływu. I tylko jednej formie działania stanowczo się ona sprzeciwia: politycznej machinacji, bezdusznej socjotechnice, trywialnej ambicji i żądzy władzy. Tak pojęty teatr Szekspir nazywa w Hamlecie – zwierciadłem natury. Cytuję za Wyspiańskim: przeznaczeniem [teatru], jak dawniej tak i teraz, było i jest służyć niejako za źwierciadło naturze, pokazywać cnocie własne jej rysy, złości żywy jej obraz, a światu i duchowi wieku postać ich i piętno.

Wiemy już zatem, że wyspa Prospera jest wyspą bardzo osobliwą. To miejsce wyróżnione, ale nie izolowane. Jak każda wyspa odrębne i idiomatyczne (mówiące swoim językiem i żyjące swoim życiem), ale oddziałujące, wchodzące w interakcje z otaczającym je światem. Jeśli ta wyspa bywa gdziekolwiek pozbawiona siły swojego oddziaływania, to taką przestrzenią jest wyobraźnia tych, którzy się jej boją. Dlatego Prospero, który w Epilogu Burzy wychodzi z roli i reprezentuje tu samego Szekspira, prosi publiczność:

Niech wyobraźni waszej władza
Na wyspie już mnie nie osadza.

Wielu jest niestety takich, którzy chcieliby Prosperową wyspę traktować jako miejsce, gdzie odsyła się, wyłącza i wyklucza ze społecznej gry tych, którzy swoją aktywnie działającą myślą chcą świat poruszyć z posad. Wszystkim wam mówię wraz z Szekspirem: próżny wasz trud, myślenia nigdy nie pokonacie!

*

Jerzy Limon był człowiekiem wyspy, stworzył zachwycającą wyspę na mapie Gdańska, swój architektonicznie oszałamiający, zjawiskowy Teatr Szekspirowski. Ale stworzył też wyspę w wyobraźni zbiorowej ludzi, którzy w Polsce (i nie tylko w Polsce) żyją kontaktem z Szekspirem, teatrem, sztuką, po prostu kulturą… Stworzył ją na przekór tym, którzy traktowali to przedsięwzięcie jako niegroźną, ekscentryczną i snobistyczną idee fix wybitnego profesora szekspirologii i wielkiego amatora (jak w pozytywnym sensie tego słowa wyraził się w swoim wspomnieniu Łukasz Drewniak), ale jednak tylko amatora teatru. Profesor udowodnił po wielokroć, że te krytyczne opinie były bezzasadne i nie przytaczałbym ich, gdyby nie to, jak w naszym kraju traktuje się każde nieszablonowe działanie z pogranicza sztuki i myśli. Wyspa Limona, wyspa filozofa-performera, wyspa artysty-myśliciela, wyspa-teatr – mniejsza o to, czy w dosłownej formie teatru, czy w formie literatury lub w jakiejkolwiek innej formie sztuki, performansu, głośno wypowiadanej refleksji – to nie jest i nie może być miejsce izolacji i upupienia. To nie jest i nie może być wyspa-rezerwat dla „ostatnich Mohikanów” ducha. Na tak pojętej wyspie – domaga się Prospero, Szekspir, a także odchodzący Jerzy Limon – nie ważmy się ich osadzać.

*

Wyspa Prospera to laboratorium, w którym poddaje się ludzi (uwięzionych w psychospołecznych machinacjach, we własnych i cudzych ambicjach oraz kalkulacjach) jedynemu w swoim rodzaju eksperymentowi. Jego celem jest skonfrontowanie ich (nas) z wypartym obszarem mrocznych, a zarazem przyziemnych popędów i dążeń, które noszą (nosimy) w sobie, a zarazem z ich wielorakimi konsekwencjami, którymi są niekiedy spektakularne zbrodnie i zdrady, najczęściej zaś trywialne świństwa i pospolite zaniechania.

Przy pomocy rzeszy teatralnych talentów – aktorów (bo, jak powiada Prospero, w jego magicznych widowiskach to „aktorzy byli duchami”), ale też różnych Arielów: performerów, reżyserów, choreografów etc. – magia Prospera robi to w sposób niezwykle intensywny… Gdy patrzy się, jak impet i rozmach Prosperowej sztuki dosłownie miażdży tych, którzy znaleźli się na jego wyspie, można odnieść wrażenie, że jest mścicielem podobnym do bohaterów filmów Quentina Tarantino. A jednak okazuje się z czasem, że wcale nie o zemstę mu chodzi. Prospero to nie mściciel. Prospero to Wielki Przebaczający. Nie postępuje on zgodnie z logiką odwetu, podstępu i zniszczenia, która rządzi światem zorientowanym na trywialny sukces i władzę. Prospero jedynie odgrywa zemstę i podstęp, aby skonfrontować swoich „gości” z tym, co naprawdę w sobie noszą. A wszystko po to, aby ich pociągnąć za sobą ku wyższemu rozumowi, który nie jest operacyjną inteligencją, ale zdolnością do medytacji istnienia i refleksji nad sobą.

Odpycham własny gniew i biorę stronę
Szlachetniejszego rozumu. Nie pomsta,
Lecz przebaczenie jest drogą prawości.

Pamiętam, jak w jednej z naszych rozmów Jerzy Limon żartował sobie z Szekspirowskiej „pułapki na myszy” – idei teatru, który nawraca, porusza sumienia, zmienia myślenie i życie. Lecz pod warstwą jego ciepłej ironii żarzyła się bardzo czysta i namiętna, niemal dziecięca wiara w taki właśnie teatr.

*

„Bezradność filozofa” staje się koniec końców losem wszystkich Prosperów. Nie ma innej rady. Trzeba wypuścić gości z zastawionej na nich pułapki. I patrzą potem Prosperzy, jak ich trud niewiele zdziałał. Patrzą, jak świat na ich oczach stacza się i marnieje. Jak nieczuły jest na ich starania. Jak jest na nie impregnowany. Jak bardzo bez znaczenia są dla niego wyspy Prosperów. Jak rzadko ktoś naprawdę rozbija się o ich brzegi. Szekspir pisał o tym z goryczą w Hamlecie:

Gwałty ciemięzców, nadętość pyszałków,
Męki wzgardzonych uczuć, opieszałość
Prawa, bezczelność władzy i kopniaki,
Którymi byle zero upokarza
Cierpliwą wartość? Któż by się z tym godził,
Gdyby był w stanie przekreślić rachunki
Nagim sztyletem?

Entuzjazm i determinacja Prosperów jest więc walką, która skazana jest na przegraną. I przeczuwają to od pierwszego momentu swojej drogi. Być może Prosperzy rodzą się właśnie ze zderzenia ze swoją bezradnością wobec świata, z którym nie potrafią się zgodzić. A ich praca jest po to, żeby tę bezradność głośno wypowiedzieć. Żeby ukazać skandal świata. I nadać swojej bezradności tak spektakularną formę, aby nie mogła zostać skwitowana wzruszeniem ramion i przemilczeniem. A że mimo wysiłków tak właśnie często się dzieje, Prosperzy muszą w końcu się poddać. Nawet jeśli nie łamią laski i nie topią księgi, jak dzieje się w Burzy, „bezradność filozofa”, której chcieli uniknąć, musi być ich ostatnim doświadczeniem i ostatnim słowem. Jedyne, co może tu być jeszcze nadzieją, to nasze gromkie oklaski, nasze przejęcie, nasza wdzięczność, nasze podążanie ich śladem:

EPILOG
wygłaszany przez Prospera

Opadły czarodziejskie stroje,
O własnych tylko siłach stoję,
A te są nikłe. Wy jedynie
Zdecydujecie, czy odpłynie
Do Włoch mój statek, czy pustkowie
Będzie mi domem. Lecz, widzowie,
Skorom odzyskał dawne księstwo
I zdrad wybaczył bezeceństwo,
Niech wyobraźni waszej władza
Na wyspie już mnie nie osadza.
Klaśnijcie w dłonie – moc zaklęta
Pryśnie i spadną ze mnie pęta;
Zaśmiejcie się – a wasze tchnienie
Żagiel mój wydmie i na scenie
Spełni się sztuki zamiar prawy:
Dobrej dostarczyć wam zabawy.
Bez armii duchów, płaszcza, księgi
Czarodziej ze mnie niezbyt tęgi
I skończyć przyjdzie mi w rozpaczy –
Chyba że prośba ta coś znaczy
Dla dusz wrażliwych, których litość
Rozgrzesza błąd i pospolitość.
Każdy z nas ma do łaski prawo,
Więc mnie rozgrzeszcie – bijąc brawo.

Piotr Augustyniak (1977) – filozof, eseista, tłumacz. Autor m.in. „Homo polacus. Eseje o polskiej duszy” (2015). Ostatnio opublikował „Wyspiański. Burzenie polskiego kościoła” (2019) oraz „Jezus Niechrystus” (2021). Jeśli nie podano inaczej, wszystkie cytaty z „Burzy” oraz z „Hamleta” Williama Szekspira w przekładzie Stanisława Barańczaka.

 

Powyższy tekst ukaże się w 165 numerze Przeglądu Politycznego.