(Nie)możliwy trójkąt partnerstwa strategicznego: Niemcy, Polska, Ukraina | Andrij Portnow (DIALOG 152/2025)

Czy 24 lutego 2022 roku był punktem zwrotnym w historii Europy? Nie samo rozpoczęcie pełnoskalowej inwazji Rosji, ale fakt, że Ukraina wytrzymała i stawiała opór, wydawał się zasadniczo zmieniać układ sił w regionie i na świecie. W pierwszych tygodniach i miesiącach wielkiej wojny Ukraina otrzymała bezprecedensowe wsparcie od polskiego społeczeństwa i państwa. Niemcy również otworzyły swoje granice dla Ukraińców uciekających przed walkami. Kanclerz Niemiec w Bundestagu patetycznie ogłosił „Zeitenwende” (punkt zwrotny). Niemcy po raz pierwszy zaczęły udzielać pomocy wojskowej i zadeklarowały swoje poparcie dla pełnej integracji Ukrainy z Unią Europejską. Takich deklaracji nie złożono ani w 2004 roku po pomarańczowej rewolucji, ani w 2014 roku po rewolucji godności i aneksji Krymu.

Pierwsze, straszne miesiące wielkiej wojny były dla społeczeństwa ukraińskiego również czasem wielkich nadziei i złudzeń. Nadziei na integrację euroatlantycką. Złudzeń powrotu do granic z 1991 roku. Wtedy Ukraina z przekonaniem mówiła o nieuchronności militarnej porażki agresora, Federacji Rosyjskiej, i możliwości jej rozpadu. Jednocześnie partnerzy zachodni zapewniali, że „Rosja już przegrała” i woleli nazywać tę wojnę „wojną Putina”, za którą społeczeństwo rosyjskie nie ponosi zbiorowej odpowiedzialności. W ukraińskich mediach początkowo nie było jasne, że partnerzy zachodni, od których pomocy Ukraina była w dużym stopniu zależna, obawiali się zarówno porażki, jak i rozpadu Rosji, ponieważ oceniali te wydarzenia jako zwiększenie ryzyka wojny atomowej. Partnerzy zachodni nie liczyli na zwycięstwo Ukrainy, ale na negotiated settlement, czyli zakończenie wojny poprzez stopniowe osłabianie Rosji. Miało to skłonić Kreml do negocjacji lub – w idealnym przypadku – do ewolucji (a w najlepszym przypadku do zmiany) reżimu politycznego. W Ukrainie strach przed wojną atomową był znacznie mniejszy niż na Zachodzie. Nie oznaczało to jednak, że ryzyko to stało się mniej prawdopodobne. Ceną za strategiczne ukierunkowanie zachodnich sojuszników Ukrainy na „uniknięcie eskalacji” było coraz głębsze pogrążanie się Ukrainy w wojnie – ze wszystkimi konsekwencjami demograficznymi, społeczno-psychologicznymi i infrastrukturalnymi.

Jednocześnie przez długi czas większość zachodnich elit wolała oceniać wojnę rozpoczętą przez Rosję jako lokalny konflikt między „bratnimi narodami”. Z własnego doświadczenia wiem, jak niemiecka opinia publiczna reagowała w 2022 roku na wypowiedzi ukraińskich komentatorów politycznych, którzy powołując się na oficjalną propagandę Kremla, twierdzili, że w rosyjskiej debacie publicznej za wroga uznaje się nie tyle Ukrainę, co NATO i „zbiorowy Zachód”. Wtedy, trzy lata temu, mało kto mógł sobie wyobrazić, że wojna potrwa jeszcze bardzo długo, że Iran i Korea Północna wkrótce przystąpią do konfliktu po stronie Rosji lub że latem i jesienią 2025 roku Władimir Putin otrzyma zaproszenie na osobiste spotkanie z prezydentem USA, najpierw na terenie Stanów Zjednoczonych, a następnie w Unii Europejskiej (dodajmy, że do tego drugiego spotkania nie doszło). Również nikt nie mógł sobie wtedy wyobrazić, że nad Polską i Niemcami pojawią się niezidentyfikowane drony. Niewielu analityków mówiło też o prawdopodobieństwie rozprzestrzenienia się nastrojów antyukraińskich w społeczeństwie i przekształcenia ich w temat i element walki politycznej wewnątrz kraju.

W pierwszych tygodniach wojny Polska była najbardziej zdecydowanym zwolennikiem szybkiej integracji Ukrainy z Unią Europejską. Pamiętam obawy niemieckich elit – często wyrażane nie publicznie, ale za zamkniętymi drzwiami – że wraz z przystąpieniem Ukrainy do UE znaczenie nowych państw członkowskich z Europy Środkowej i Wschodniej znacznie wzrośnie w porównaniu z Niemcami, Francją i Włochami. Wkrótce jednak kwestia przystąpienia do Unii stała się odległa (Ukraina złożyła oficjalny wniosek 28 marca 2022 roku) – formalnie z powodu weta Węgier. Niemcy, przy wsparciu rządu amerykańskiego, przejęły rolę najważniejszego „integratora europejskiego” Ukrainy. Rozpoczęto rozmowy na temat ewentualnej reformy systemu podejmowania decyzji w Unii i odejścia od zasady „prawa weta”, co mogłoby potencjalnie znacznie osłabić pozycję Polski i innych państw Europy Środkowej. Już wtedy pojawiło się pytanie: czy Berlin i Warszawa naprawdę mają wspólną wizję Ukrainy i jej przyszłości w UE?

W międzyczasie w polskiej polityce gwałtownie nasiliły się nastroje antyukraińskie, których powagi Kijów przez długi czas nie dostrzegał. Symbolem różnych narracji narodowych, dwóch „historii do użytku domowego”, stał się Wołyń 1943 – masowe mordy na polskich cywilach dokonane przez ukraińskie podziemie nacjonalistyczne na okupowanych przez nazistów terenach Wołynia i Galicji Wschodniej. W dzisiejszej Polsce wydarzenia te są oceniane (zwłaszcza na poziomie prawnym) jako ludobójstwo Polaków i uważane za jeden z najważniejszych rozdziałów męczeństwa w historii Polski. W dzisiejszej Ukrainie wydarzenia te są najczęściej określane jako „tragedia wołyńska”. Co ważniejsze, nawet uznanie masowej śmierci niewinnych ludzi nie ma wpływu na powszechną pozytywną mitologizację Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) w kontekście antyrosyjskiej i antyradzieckiej propagandy. Szereg ostatnich prób podjętych przez naukowców z obu krajów, mających na celu ograniczenie politycznej manipulacji tym tematem i wezwanie do dialogu, pozostało praktycznie bez skutku. Jako historyk, który wielokrotnie wypowiadał się w różnych mediach na temat Wołynia i znaczenia otwartej dyskusji o tym rozdziale polsko-ukraińskiej historii, mogę powiedzieć, że w intensywności obecnych manipulacji politycznych wokół tego tematu odczuwalne są nie tylko historyczne traumy i ból, ale także brak jasnej, pozytywnej wspólnej wizji przyszłości. I właśnie to wydaje się głównym wyzwaniem.

W tym kontekście możemy zapytać: w jakim stopniu Ukraina po zakończeniu wojny będzie zdolna przemyśleć swoją politykę pamięci, biorąc pod uwagę historyczne traumy swoich sąsiadów? Jeszcze ważniejsze jest pytanie, czy Polska i Niemcy będą nadal bezwarunkowo wspierać pełną integrację Ukrainy z UE? A jeśli tak, to jak pogodzić to stanowisko z faktycznym odłożeniem na czas nieokreślony kwestii przystąpienia Ukrainy do NATO? Ukraina w Unii, ale nie w NATO, z długą granicą z Rosją i terytorium, na którym niedawno toczyły się zacięte walki, stanowiłaby ogromne wyzwanie dla europejskiej architektury bezpieczeństwa. Czy w tej sytuacji możliwa jest korzystna dla wszystkich stron współpraca między Berlinem, Warszawą i Kijowem? Jak wtedy będzie wyglądała polityka i całej UE, i poszczególnych państw członkowskich wobec Rosji? Czy możliwe będzie wznowienie Nord Stream, projektu energetycznego, który symbolizował bezpośrednie relacje między Berlinem a Moskwą z pominięciem Polski i krajów bałtyckich? I czy nowa Ukraina powinna lub może być pomostem między UE a Rosją, czy jednak ostoją Europy przeciwko Rosji?

Ważne jest, że ani pomost, ani ostoja nieszczególnie pasują do obecnej struktury UE. Metafora „żelaznego jeżozwierza”, parokrotnie używana w odniesieniu do Ukrainy przez wysokich rangą europejskich urzędników, nie jest zbyt odpowiednia do strategicznego opisu dużego europejskiego kraju i pełnoprawnego członka UE. Bycie równoprawnym członkiem Unii i pozostawanie przez dziesięciolecia jej zmilitaryzowaną ostoją, to dwie zupełnie różne rzeczy.

Wojna wywołana przez Rosję i zdolność Ukrainy do przeciwstawienia się silniejszemu wrogowi otworzyły jej drzwi do integracji europejskiej. Co zatem będzie oznaczał koniec działań wojennych, choćby tylko tymczasowy? Takie pytania mogą nie być aktualne w trakcie aktywnych walk. Gdy nadejdzie jednak czas na ich omówienie, byłoby pożądane, aby wszystkie strony procesu rozmów wykazały się przynajmniej odpowiednim, empatycznym zrozumieniem dla siebie nawzajem. Szczere uznanie i dostrzeżenie kompetencji działania nie oznacza jednak ignorowania asymetrii, a nawet sprzeczności w interesach narodowych tych trzech krajów. Przezwyciężenie licznych traum wojennych, niezwykle złożona sytuacja demograficzna oraz szereg nierozwiązanych kwestii dotyczących zarządzania państwem oraz polityki regionalnej stanowią główne wyzwania dla Ukrainy. Społeczeństwo ukraińskie pozostaje znacznie bardziej zróżnicowane pod względem językowym, religijnym i światopoglądowym niż społeczeństwo polskie. Pomimo wspólnego członkostwa w UE Polska i Niemcy prowadzą bardzo zróżnicowaną politykę migracyjną. Doprowadziło to między innymi do decyzji polskiego rządu o ponownym wprowadzeniu kontroli granicznych. Tymczasem właśnie Niemcy i Polska są państwami o największej społeczności ukraińskiej w Europie. Jaką rolę odegrają te miliony Ukraińców poza Ukrainą po zakończeniu działań wojennych? Czy ich fizyczna obecność zbliży do siebie polityczne i kulturowe wektory rozwoju tych trzech europejskich krajów?

Rzetelne odpowiedzi na te i wiele innych fundamentalnych pytań zależą od ekspertów. Jednak w obecnym trójkącie polsko-niemiecko-ukraińskim zdecydowanie brakuje dobrej ekspertyzy. Głosów jest wiele, głębokiej wiedzy nadal brak. Brakuje również uczciwego i kreatywnego planowania strategicznego, opartego na oczywistym fakcie: rozwiązanie najtrudniejszych sporów historycznych można osiągnąć jedynie poprzez świadomą, pragmatyczną wizję wspólnej przyszłości. I poprzez szczery szacunek dla innych uczestników dialogu. Długoterminowym wyzwaniem po zakończeniu działań wojennych będzie przeprojektowanie istniejących struktur i mechanizmów bezpieczeństwa globalnego. Czy trzy duże państwa Europy Środkowej – Niemcy, Polska i Ukraina – będą w stanie popchnąć te zmiany do przodu i zainicjować wspólne projekty w nowym świecie? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie powinno rozpocząć się już teraz.

Andrij Portnow – historyk, pracownik naukowy Centre for Advanced Study Sofia; laureat Nagrody Magazynu Polsko-Niemieckiego DIALOG w 2022 roku. Jego najnowsza książka „Ukraine-Studien. Einführung” („Badania nad Ukrainą. Wprowadzenie”), Nomos Verlag, Baden-Baden 2025, ukazała się w języku niemieckim. Po polsku zaś ukazała się „Polska i Ukraina: wspólna historia, asymetryczna pamięć”, PAN, Warszawa 2023.

Artykuł pochodzi z ostatniego wydania Magazynu Polsko-Niemieckiego DIALOG nr 152/2025

Artykuł pochodzi z ostatniego wydaniaMagazynu Polsko-Niemieckiego DIALOG nr 152/2025

Skip to content