fbpx

Unia Europejska dzisiaj. Opanować kryzys. Ocalić przyszłość | Jerzy Łukaszewski

3 czerwca 2020 zmarł profesor Jerzy Łukaszewski, wieloletni rektor Kolegium Europy w Brugii i ambasador RP, autor książek i artykułów w dziedzinie integracji europejskiej, spraw międzynarodowych oraz historii współczesnej. Ostatnio opublikował wspomnienia pt. „Iść, jak prowadzi busola” (2018). Na stronach PP publikujemy fragment ostatniego komentarza poświęconego Unii, jaki Pan Profesor przesłał do nas w kwietniu tego roku.

Kontrowersje wewnątrz Unii, trudności w uzgodnieniu wspólnej polityki, osłabienie zdolności do kompromisu, osłabienie ducha solidarności wiodą pewnych komentatorów do wniosku, że Unia wyczerpała swoje możliwości, weszła w fazę schyłku i prawdopodobnie zniknie ze sceny europejskiej. Dość często występujący publicznie profesor UJ zapowiada z naukowym obiektywizmem i godną Brytyjczyka flegmą : „Unia Europejska dzisiaj jest, jutro jej nie będzie (…) z perspektywy historycznej Unia jest tylko kolejnym w dziejach Europy etapem instytucjonalnej integracji (po integracji następuje zwykle w tych dziejach okres dezintegracji – a historia, proszę mi wierzyć, się nie skończyła)”. Jeśli determinizm, w który zdaje się wierzyć profesor z Krakowa, dokona swego dzieła, to jakie formy może przybrać zapowiedziana „dezintegracja”. Rysują się dwa scenariusze : – Całkowity rozpad Unii, powrót do sytuacji sprzed wojny, zbiorowisko skłóconych ze sobą „państw suwerennych” (idących prostą drogą do apokalipsy lat 1939-1945) ; – Pozostanie Unii zmniejszonej, po odejściu państw inspirowanych przez Brexit i ulegających wpływom Ameryki Donalda Trumpa.

Nie pretendując do nieomylności, autor tych słów wyprowadza z historii wnioski inne niż wspomniany profesor. Były w dziejach Europy zmiany efemeryczne, które nie zostawiły trwałych śladów. Ale były również inne, które przekształciły Stary Świat w sposób głęboki i nieodwracalny. To prawda, Św. Przymierze i Liga Narodów nie wytrzymały próby czasu. Nie znaczy to jednak, że Unia musi podzielić ich los. Jest zjawiskiem jakościowo odmiennym. Stała się w wielu krajach niezbywalnym składnikiem rzeczywistości. Stanowi inkarnację wspólnych interesów i wspólnych zagrożeń. Uwydatnia pokrewieństwo kulturowe. Przynosi rozszerzenie pola myśli i działania. Nawet jeśli odejdą pewne kraje, to pozostanie „rdzeń” dziesięciu czy dwunastu państw. Unia jest powołana do trwałej egzystencji, bo stanowi jedną z najpiękniejszych kreacji ducha europejskiego. A nadto, ani Polska ani żadne inne państwo należące do UE nie jest dziś w stanie samotnie stawić czoła wyzwaniom XXI wieku. Żadne nie ma mocy, aby samotnie przywołać do porządku giganty kierujące się logiką szybkiego zysku – jak Amazon, Apple, Facebook, Google czy Microsoft – i nałożyć na nie kolosalne kary pieniężne. Żadne nie posiada liczących się zasobów surowcowych i naturalnych źródeł energii. Państwa te są zależne jedne od drugich i od krajów na innych kontynentach. Samotnie, każde z nich jest fenomenem gospodarczym i politycznym bardzo nieznacznym w porównaniu z USA, Rosją czy Chinami.

Idea jedności narodów europejskich opiera się na tysiącletniej tradycji. W każdej generacji byli ludzie i były instytucje (z Kościołem rzymskim na czele), które podtrzymywały tę ideę, które przywoływały pamięć Pax Romana, które starały się promować braterstwo ludzi różnych kultur i różnych języków. Istniała świadomość, że narody Europy wyrosły na tej samej glebie i czerpały z tych samych źródeł, że nie powinny być chaotycznym zbiorowiskiem, a raczej stanowić wspólną Respublica. Ale przez długie wieki myśl ta pozostawała utopią. Dopiero kataklizm drugiej wojny światowej stworzył okoliczności, w których mogła zostać przekuta na rzeczywistość. Nie cierpią jej Donald Trump, Boris Johnson, Marine Le Pen, Matteo Salvini oraz kohorty ich adoratorów i zwolenników. To jeszcze jeden powód, aby udzielić jej aktywnego poparcia.

*

18 marca br. Unia – a ściślej mówiąc Europejski Bank Centralny (EBC) – włączyła się do walki z pandemią na należącym do niej polu działania. Prezydent EBC, pani Christine Lagarde, ogłosiła że akcja na odcinku medycznym musi iść w parze z akcją na odcinku finansowym. Organ decyzyjny Banku (Rada gubernatorów i dyrektorów banków narodowych) postanowił przeznaczyć 750 miliardów euro na przywrócenie równowagi w ekonomii unijnej. „Sytuacja nadzwyczajna wymaga środków nadzwyczajnych” oświadczyła pani Lagarde. Biorąc pod uwagę sumy zarezerwowane na ten cel w tygodniach poprzednich, EBC będzie w rzeczywistości dysponował kwotą 1050 miliardów euro. Pozwoli to zredukować napięcie w sektorze finansowym, podtrzymać jego płynność, zagwarantować wszystkim gałęziom gospodarki dostęp do kredytów na dogodnych warunkach, stworzyć możliwości przetrwania dla przedsiębiorstw, które zostały zmuszone do zawieszenia albo zredukowania działalności. Będzie to osiągnięte przez bezpośrednie wsparcie aktorów gospodarczych, którzy tego potrzebują, jak również przez masowy zakup długów instytucji publicznych i przedsiębiorstw (quantitative easing), czyli metodą wypróbowaną przez Mario Draghi, poprzednika Christine Lagarde. Metoda ta powoduje odprężenie na rynkach finansowych i sprzyja „odbiciu” ekonomicznemu. Last but not least łatwiej będzie przetrwać pandemię w nieco lepszych warunkach ekonomicznych niż w sytuacji recesji i chaosu.

Nie trzeba być ideologicznym zwolennikiem integracji europejskiej – wystarczy pewna zdolność obserwacji – aby dostrzec, że w pojedynkę żadne państwo europejskie, nie mogłoby podjąć akcji takiej jak EBC i osiągnąć pierwszych pozytywnych wyników. Unia, reprezentowana przez Bank, jeszcze raz potwierdziła potrzebę swej obecności na scenie europejskiej. Daleko na razie do definitywnego przezwyciężenia kryzysu. To będzie wymagało lat. Ale giełdy zareagowały pozytywnie na decyzję EBC i wszystkie inne wskaźniki ekonomiczne poszły w górę. Poprawił się klimat, ożywiła się nadzieja poprawy. Zachęcone przez rządy, wielkie grupy przemysłowe zaczęły przygotowywać sanitarne i organizacyjne warunki wznowienia produkcji.

Dodajmy, że 20 marca 2020 roku Ursula von der Leyen podała do wiadomości publicznej, iż Komisja Europejska postanowiła uchylić tzw. pakt stabilności, czyli obowiązek państw członkowskich, aby utrzymać deficyt budżetowy poniżej 3 procent PKB, a dług publiczny poniżej 60 procent PKB. Rządy będą mogły wydawać tyle, ile same uznają za właściwe, i zadłużać się do wysokości, którą same ocenią jako nieprzekraczalną. Decyzja Komisji jest oczywiście ryzykowna, ale jej członkowie – podobnie jak wielu Europejczyków – myślą o tym, co będzie po przesileniu i wygaśnięciu pandemii, jak odbudować dynamikę gospodarki, jak wyjść z recesji i wkroczyć na drogę wzrostu. Trzeba będzie pokonać wiele przeszkód, ale solidarność i współpraca okażą się ważnym instrumentem działania, tak jak w ciężkich latach powojennych –w epoce pierwszych Wspólnot.

______________________

Powyższy tekst to skrócona wersja eseju powstałego w kwietniu 2020 roku.

Jerzy Łukaszewski (1924-2020) – b. rektor Kolegium Europy w Brugii i b. ambasador RP, autor książek i artykułów w dziedzinie integracji europejskiej, spraw międzynarodowych oraz historii współczesnej.

Pozostałe teksty autora opublikowane w „Przeglądzie Politycznym”:
Anglia odrzuca wielką tradycję (Przegląd Polityczny nr 155/2019);
Polak u szczytu Unii (Przegląd Polityczny nr 129/2015);
Pani de Staël (Przegląd Polityczny 124/2014);
Europa Angeli Merkel (Przegląd Polityczny 121/122 2013);
Opcja europejska w czystej formie (Przegląd Polityczny 120/2013);
Ameryka – Europa. Skomplikowane powinowactwo (Przegląd Polityczny 118/2103);
Anglia – Europa. Nowa Unia na horyzoncie (Przegląd Polityczny 117/2013);
Europa. Francja – Niemcy (Przegląd Polityczny 115/116 2012);
Polska w świecie wstrząsów i przemian (Przegląd Polityczny 112/2012);
Prezydencja na czas kryzysu (Przegląd Polityczny 105/2011).