fbpx

Aktualność Burckhardta | PP 137/2016

JACOB BURCKHARDT (1817–1898), jeden z najwybitniejszych historyków nowożytności, uwielbiał wielkie kryzysy, wielkie wydarzenia, wielkie postaci, wielkie wojny. Dwie sławne książki poświęcił wielkim zmianom: końcowi świata grecko-rzymskiego i końcowi średniowiecza oraz początkowi nowych czasów, które nazywamy odrodzeniem, a on wolał nazywać renesansem.

Burckhardt, wielbiciel tego, co niezwykłe, spędził radykalnie zwykłe życie jako profesor uniwersytetu w Bazylei, mieście rodzinnym. Jeździł mało, głównie do Włoch. Uczył, i wstęp, który zamieszczamy na następnych stronach, pochodzi z serii wykładów wygłoszonych w latach 1868 –1872, opublikowanych znacznie później jako Weltgeschichtliche Betrachtungen. Wielu uczniów wspominało jego niezwykłe wykłady, a jednym z nich, uczniem a potem przyjacielem, był Fryderyk Nietzsche. Przyjaźń z Nietzschem, przez lata bardzo intensywna, zgasła, kiedy Nietzsche zaczął publikować swoje późniejsze książki. Burckhardt dzielił wprawdzie z Nietzschem pogardę dla współczesności, miernoty i dla Niemiec, ale nie mógł zaakceptować rojeń o „nadczłowieku”.

Znajdujemy u Burckhardta próbę odpowiedzi na pytania, jakie dręczą nas obecnie. Jak przetrwać czasy dominacji miernoty i upadku wysokiej kultury? Czy jest nadzieja dla Europy? Nadzieja nie polityczna, ale w zakresie wartości i kultury. Burckhardt, który wieścił kryzys, nie był katastrofistą ani nawet pesymistą. Jego poglądy określane czasem mianem „arystokratycznego liberalizmu” dotyczyły nie stanu społecznego, czy politycznego, lecz zasad, które umożliwiają ciągłość. Bo to właśnie ciągłość jest warunkiem przetrwania. Ciągłość ponad ludzkimi głowami, ponad ustrojami, ponad głupotą. Burckhardt ciągłość dostrzegał w wielkich dziełach szeroko pojmowanej kultury, których ogół określał mianem „ducha”. Oto zdanie z tekstu podanego poniżej: Duch bowiem może się odmieniać, ale nie przemija.

Zwracano wielokrotnie uwagę na ewentualne podobieństwa między poglądami Burckhardta a Hegla, bo interpretatorów zwodziło posługiwanie się przez obu pojęciem „ducha”. Jednak Burckhardt sam wyjaśnił swą radykalną odmienność. Jego zdaniem, dzieje to królestwo wolności, a nie konieczności jak dla Hegla. Duch bowiem przejawia się, uaktywnia tylko wtedy, kiedy nie krępują go więzy stabilizacji i dominacji przeciętności. Nie bez racji Burckhardt nienawidził swoich czasów, czasów dominacji burżuazyjnego zwycięstwa pieniądza i stabilności. Natomiast w Kulurze odrodzenia we Włoszech odnajdujemy upodobanie Burckhardta do zamieszania, do nieustającej zmiany i niestabilności. Tylko w takich warunkach pojawiają się wielkie dzieła i wielcy bohaterowie.

Może to brzmieć zaskakująco, ale Burckhardt jest niewątpliwym kontynuatorem wielkiego romantyzmu (Król-Duch Juliusza Słowackiego). Jego lekceważenie, czy wręcz pogarda dla „mas”, o jakich potem będzie pisał Ortega y Gasset, nigdy nie wyrażała się przez negację, lecz przyjmowała formę obojętności. Historia to dzieje ducha, czyli dzieje kultury, które mają charakter ciągły. Jest to szczególna i odrębna cecha cywilizacji europejskiej. Żadnej innej cywilizacji na świecie nie znamionuje ciągłość. To znaczy, nigdzie poza Europą nie istnieje szczególna więź, jaka łączy minione dzieła ducha z obecnymi i przyszłymi. Jeżeli nawet przychodzi czas jałowy, a takie okresy Burckhardt dostrzega nie tylko w teraźniejszości, ale i w przeszłości, to przed nami jest przyszłość, nowe wielkie kryzysy i nowe wielkie dzieła.

Czy kryzysy są wobec tego pożądane? Burckhardt nigdy tego tak nie formułuje, bowiem są nieuniknione. Dążenie do szerszego zakresu wolności, jakie wyrażają ludzie „ducha”, także wybitni politycy, musi prowadzić do zmiany. Nie kryzys jest stanem przejściowym, lecz stabilność. Stanem przejściowym, czyli takim kiedy nie dzieje się nic, o czym warto by wiedzieć. To Burckhardt napisał, że tylko idiota czyta codzienne gazety. Element romantyczny polega na przeświadczeniu, że historia rozgrywa się między wielkim siłami, że tylko one są jej „aktorami”. Burckhardt mówi między innymi o religii, która jemu samemu była daleka, ale której znaczenie cenił podobnie jak romantycy. Której wielkość doskonale rozumiał.

Był jednak przede wszystkim historykiem. Chociaż historykiem, który miał do dziejów szczególny stosunek. Pokazuje to cytat z poniżej drukowanego tekstu: Każda wiedza o faktach mianowicie, oprócz swej szczególnej wartości jako znawstwo albo myśl w danej szczególnej dziedzinie, ma jeszcze wartość uniwersalną albo historyczną jako znawstwo określonej epoki zmiennego ducha ludzkiego, a osadzona we właściwym kontekście, daje zarazem świadectwo ciągłości i nieprzemijalności tegoż ducha.

Burckhardt ceni szczegółowe badania faktów, jednak jego samego interesują nie tyle dzieje, ile dziejowość. Widzimy jak traktuje Rewolucję Francuską. Oczywiście jej nie ocenia, ale pokazuje, że rewolucja wciąż trwa, to znaczy trwają jej konsekwencje. Dziejowość to ukazanie ciągłości na podstawie badań historycznych. Burckhardt bowiem nie przeciwstawia pojęć, jakie zwykle traktujemy jako sprzeczne, czyli ciągłości i zmiany. Zmiana powoduje ciągłość. Kryzys jest okazją do sięgnięcia do głębszych pokładów ciągłości. Kryzys jest elementem dziejowości, jako że dzięki kryzysowi wydobyta zostaje nowa forma ducha. Żeby odnaleźć dziejowość trzeba sięgać do faktów, jednak faktów widzianych jako przejawy ducha.

Burckhardt nie jest ani liberałem, ani konserwatystą. Dostrzega postęp w dziejach, ale nie tam, gdzie my się go zazwyczaj doszukujemy. Jednak nie postęp jest istotny i nie zmiana, lecz istnienie swoistego porozumienia między dziełami ducha. Wpływ sił zewnętrznych jest ogromny i trzeba go uwzględniać w opisie, ale sama zasada kryzysu powoduje, że myśląc o przyszłości, musimy zawsze uwzględniać zarówno nietrwały charakter teraźniejszości, jak i perspektywę ciągłości.

Burckhardt zatem, mówiąc inaczej, jest przekonany, że zasady rządzące światem europejskim są niezmienne. Zabieg, jakiego dokonuje, polega – to już nasza perspektywa, nie Burckhardta – na ścisłym odróżnieniu tego, co ważne od tego, co nieważne, tego, co wysokie od tego, co niskie, tego co ciągłe i co przetrwa od tego, co jest skazane na zapomnienie. Daleko posuwając się w interpretacji Burckhardta możemy powiedzieć, że nie tyle ma on nadzieję na odrodzicielski kryzys, ale jest przekonany o jego nadejściu, bowiem zawsze znajdą się ludzie, dla których wolność ducha będzie ważniejsza od wszelkich ograniczeń.

Marcin Król (1944-2020) – historyk idei, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Pisał m.in. do Kultury i Tygodnika Powszechnego. Jest autorem wielu książek, m.in.: Style politycznego myślenia, Józef Piłsudski. Ewolucja myśli politycznej, Ład utajony, Konserwatyści a niepodległość, Bezradność liberałów, Czego nas uczy Leszek Kołakowski, Europa w obliczu końca, Klęska rozumu.

Artykuł ukazał się w
Przeglądzie Politycznym (137/2016)