Nowy antysemityzm w Europie | PP 147/2018

Joachim Trenkner

JUŻ NIGDY Żydzi nie powinni osiedlać się na przesiąkniętej krwią ziemi niemieckiej, tak oświadczył Światowy Kongres Żydow w 1948 roku. Dzisiaj, 73 lata po zakończeniu II wojny światowej i po Zagładzie europejskich Żydow, zasada ta już nie obowiązuje. Żydzi znow żyją w Niemczech (i to od dawna). Zwłaszcza w Berlinie, gdzie powrocili zaraz po wojnie i z czasem coraz liczniej się osiedlali. Ostatnio nawet młodzi Izraelczycy nazwali kwitnący, otwarty na świat Berlin miejscem swoich marzeń.

Wielu z nich od kilku lat przenosi się z Tel Awiwu, Jerozolimy czy Hajfy do stolicy Niemiec. Mowimy o 20 000 Izraelczykow, a może jest tu ich nawet więcej. Są młodzi, wykształceni, o poglądach od lewicowych po liberalne, krytyczni wobec państwa Izrael z jego syjonizmem jako wiodącą ideą. W Berlinie wzbogacają międzynarodowe życie młodością i kreatywnością. Zakładają startupy w branży IT, prowadzą restauracje i wystawiają swoją sztukę. Problemow językowych nie ma, ponieważ angielski jest w Berlinie – podobnie jak w Izraelu – wręcz drugim językiem ojczystym. Dla Izraelczykow Berlin oznacza także konfrontację z ich własnym pochodzeniem. Dla niektorych żydowskość staje się kotwicą tożsamości. A wielu niemieckich berlińczykow widzi w ich obecności rodzaj znaku pojednania i poźne zwycięstwo nad narodowym socjalizmem. To jest ta jasna strona medalu.

Druga, ciemna, wygląda tak: w grudniu zeszłego roku przemknął przez ekrany telewizyjne w Niemczech reportaż, ktory wywołał potem reakcje na całym świecie. Myślę tu o sześciominutowym wideo dokumentującym, jak jeden z młodych „berlińskich” Izraelczykow, 36-letni właściciel restauracji Yoari Feinberg, został brutalnie znieważany przez Niemca, nienawidzącego Żydow. Ten mniej więcej sześćdziesięciolatek oskarżał Feinberga, że Żydom idzie tylko o pieniądze i powinni iść do domu, chociaż Żydzi przecież nie mają domu. Na koniec napastnik rzucił groźbę: Żydzi wkrotce dostaną rachunek. I wszyscy wylądujecie w komorach gazowych.

Incydent jakich wiele. Niestety, tak to trzeba widzieć, ponieważ inny przypadek jawnego antysemityzmu miał miejsce na początku 2017 roku w jednym z gimnazjow, w mieszczańskiej dzielnicy Berlina, Friedenau, gdzie 14-letni uczeń Oskar stał się ofiarą dyskryminacji, od chwili, gdy otwarcie przyznał się, że jest Żydem. Odsunął się od niego jego najbliższy przyjaciel – bo jesteś Żydem. Inni koledzy z klasy grozili mu atrapą pistoletu i inscenizowali egzekucję, także ze słowami bo jesteś Żydem. Żydowska rodzina Michalskich, rodzice Oskara, mieszka w Berlinie od trzech pokoleń. Po incydentach Berlin stał się dla nich innym miastem, a Niemcy innym krajem. Wenzel Michalski, ktory jako szef Human Rights Watch w Niemczech zajmuje się zawodowo sprawami rasizmu i dyskryminacji, wie, że etniczna nienawiść do Żydow pojawia się nie tylko u prawicowych ekstremistow, ale także u wszelkiego rodzaju krytykow Izraela. Na przykład uczniowie, ktorzy grozili jego synowi, byli muzułmanami, dziećmi mieszkających w Berlinie Turkow lub Arabow. Coraz niebezpieczniej jest dać się na ulicy rozpoznać jako Żyd po oznakach zewnętrznych, nosząc jarmułkę lub gwiazdę Dawida – mowi Michalski w wywiadzie prasowym. – Wraz z umacnianiem się prawicowego populizmu i narodowo-konserwatywnej partii AfD, spotyka się z akceptacją mowienie rzeczy, ktore wcześniej były tabu, a wiele ofiar antysemityzmu już nie ma nawet odwagi zwracać się do opinii publicznej.

Te incydenty są głownie dziełem prawicowych ekstremistow, do ktorych kręgu należy także Alternatywa dla Niemiec (AfD), reprezentowana od września ubiegłego roku w niemieckim Bundestagu przez 92 posłow. Niejeden z politykow AfD propaguje mieszankę polityczną, ktora już kiedyś w historii Niemiec w katastrofalny sposob odniosła sukces: rasizm i państwo socjalne. Prawie 1300 atakow antyżydowskich odnotowano w 2016 roku, w 2017 roku było ich już 1453. Są to dane oficjalne, liczba niezgłoszonych przypadkow będzie z pewnością wyższa. Przy czym łatwiej wskazać na przejawy nienawiści wobec Żydow ze strony prawicy, niźli ukazać cały wymiar antysemityzmu.

Już przed paroma laty wstrząsnął opinią publiczna brutalny atak na berlińskiego rabina. Latem 2012 roku w biały dzień, w dzielnicy zamieszkałej przez klasę średnią, w ktorej żyje niewielu cudzoziemcow, 53-letni Daniel Alter został brutalnie pobity – prawdopodobnie przez grupę młodocianych muzułmanow. Zapytali go, czy jest Żydem, a kiedy potwierdził, rzucili się na niego z pięściami, bijąc w twarz, aż upadł ze złamaną kością policzkową. Po czym uciekli i do dziś nie udało się ich odnaleźć i skazać.

Incydent ten wywołał w całych Niemczech wielkie poruszenie. Z początku szok i niedowierzanie, a potem liczne dowody wspołczucia i solidarności ze strony sąsiadow, przyjacioł i nieznajomych. Od tamtej pory rabin jest rzecznikiem dialogu między- religijnego oraz angażuje się w sprawę walki z antysemityzmem jako pełnomocnik berlińskiej gminy żydowskiej. Istnieją dzielnice – mowi Alter – ktorych Żydzi powinni unikać, tak zwane no-go-areas. Są to dzielnice, w ktorych mieszka szczegolnie wielu muzułmanow.

Naturalnie większość z nich dystansuje się od agresywnego antysemityzmu, zwłaszcza od takich haseł, jak Hamas, Hamas, Żydzi do gazu lub Żydzie, Żydzie tchorzliwa świnio, wychodź i sam walcz, wykrzykiwanych przez berlińskich Palestyńczykow w „Dniu Al-Quds”.

Niemniej jednak duża liczba imigrantow z krajow muzułmańskich ma niewątpliwie wpływ na narastającą wrogość wobec Żydow w Niemczech. W szczegolności od czasu, gdy prezydent USA Donald Trump oficjalnie ogłosił Jerozolimę stolicą Izraela, nasilają się antysemickie incydenty i demonstracje antyizraelskie. Ataki na żydowskie instytucje bywały też przedtem: nie ma żadnego żydowskiego przedszkola, żadnej synagogi, ktorych nie pilnowałby policjant. Nowością jest jednak to, że w niemieckich miastach całkiem otwarcie okazuje się wrogość wobec Żydow, a fanatyczni muzułmanie organizują prawdziwe demonstracje nienawiści, podczas ktorych nierzadko są podpalane izraelskie flagi. Ten stan rzeczy potęguje oczywiście po stronie żydowskiej poczucie niepewności i zagrożenia, a także niepokoj, czy państwo potrafi jeszcze wystarczająco chronić Żydow w Niemczech przed atakami antysemickimi.

Przez dziesięciolecia zbrodnie Niemcow w okresie nazizmu, a zwłaszcza Holokaust, odgrywały w niemieckich szkołach znaczącą rolę w procesie nauczania. Szczegolnie ważne były prelekcje licznych świadkow tamtych czasow, Żydow, ktorzy przeżyli obozy koncentracyjne, takie jak Buchenwald, Bergen-Belsen czy Auschwitz. Chociaż antysemityzm nigdy nie zniknął całkowicie, najwyraźniej został jednak na tyle powstrzymany, że około 200 000 Żydow mogło w Niemczech znowu żyć spokojnie, a dziesiątki tysięcy żydowskich imigrantow z byłego Związku Radzieckiego znalazło tutaj nowy dom. Ale tamten model rozrachunku z przeszłością nie funkcjonuje już dziś tak, jak dawniej.

Antysemityzm nie ma żadnego realnego uzasadnienia, odwołuje się do uprzedzeń i teorii spiskowych już dawno zdemaskowanych jako fałszywe. Nowe opracowanie American Jewish Committee, Komitetu Żydowskiego w Ameryce, przedstawia postawy uchodźcow irackich i syryjskich wobec Żydow i Izraela. Większość z nich dorasta w nienawiści do Izraela, ma zatem niejako „zakodowany” stereotyp potężnego i bogatego Żyda. Wielu uważa, że autorami zamachu na nowojorski World Trade Center są nie islamiści, lecz Żydzi. Niewielu wie cokolwiek o Holokauście, a jeśli już to wątpi w rozmiary eksterminacji Żydow, uważając przy tym, że Izrael instrumentalizuje Holokaust, aby usprawiedliwić „okupację Palestyny”. Mieszkający w Berlinie izraelsko-arabski psycholog Ahmad Mansour od lat zajmuje się antysemityzmem jako zjawiskiem przekraczającym granice przynależności etnicznej.

Antysemityzm muzułmański, zwłaszcza antyizraelski, ma inne przyczyny niż europejski, uważa Mansour. Antysemityzm muzułmański nie zna zahamowań Niemcow w kontaktach z Żydami. Co więcej, jest częścią życia codziennego, częścią postawy religijnej i politycznej w wielu rodzinach, częścią propagandy medialnej w telewizjach i rozgłośniach radiowych krajow arabskich bądź afrykańskich, z ktorych pochodzą – powiedział berlińskiej gazecie Tagesspiegel. – Ten antysemityzm jest bardziej bezczelny, bardziej zuchwały i emocjonalny niż ukryty antysemityzm niemiecki. Żydzi w Niemczech słusznie się go boją.

Niestety, fala antysemityzmu podnosi się także we Francji, jednak tutaj incydenty antysemickie są o wiele bardziej agresywne niż w Niemczech. Francja jest w Europie krajem z największą społecznością żydowską i jednocześnie największą grupą ludności muzułmańskiej. Już sam ten fakt może tłumaczyć, dlaczego antysemityzm od czasu przełomu tysiącleci znow stał się zagrożeniem społecznym. Pełnomocnik rządu francuskiego do spraw antysemityzmu, Frederic Potier, stale ostrzega przed nasilającymi się atakami antysemickimi w swoim kraju. We Francji mieszka około poł miliona Żydow, wielu spośrod nich czuje się zagrożonych z powodu ostatnich dramatycznych incydentow. Szczegolnie brutalnym przypadkiem jest morderstwo żydowskiej emerytki Sarah Halimi, ktora w kwietniu zeszłego roku najpierw była torturowana, a następnie została wyrzucona przez okno swego paryskiego mieszkania. Brutalny atak na żydowski supermarket Hyper Cacher w Paryżu, ktorego ofiarą padło trzech Żydow w 2015 roku, rownież wywołał przera-żenie. Ciągle dochodzi do antysemickich napaści i niemało francuskich Żydow obawia się, że mogą być celem kolejnego ataku. Dlatego rozpoczął się żydowski exodus z Francji. W ciągu kilku lat opuściło ten kraj około 7000 Żydow, ktorzy przeprowadzili się do Izraela.

Na paryskich banlieues, przedmieściach, będących szczegolnie dużymi skupiskami ludności muzułmańskiej, szerzy się przede wszystkim antysemityzm islamski. Jak wygląda tam życie codzienne przeciętnej rodziny żydowskiej opisał Le Monde w listopadzie 2017 roku:

Żydowska rodzina mieszkająca od dziesięcioleci w lokalu socjalnym pod Paryżem nagle zaczęła otrzymywać listy z pogrożkami, do ktorych dołączana była kula karabinowa. Ściana domu została zabazgrana agresywnymi hasłami, jak „Śmierć Żydom” lub „Niech żyje państwo islamskie”. Po pewnym czasie rodzina przeprowadziła się do innej dzielnicy.

Zbyt często jednak przestępstwa przeciwko Żydom są przemilczane. Tak sądzi w każdym razie francuska filozofka Elisabeth Badinter, ktora potępia tych politykow i te media, ktore przemilczają „barbarzyńskie zbrodnie”. Badinter działaczka feministyczna i autorka takich światowych bestsellerow, jak Historia miłości macierzyńskiej, wezwała w paryskim tygodniku L’Express do walki z antysemityzmem we Francji. Zamach na żydowski supermarket Hyper Chacher, dokonany w 2015 roku rownocześnie z zamachem na satyryczne pismo „Charlie Hebdo”, zniknie wkrotce ze zbiorowej pamięci – obawia się pisarka.

Ale nie tylko na tzw. trudnych paryskich przedmieściach można dostrzec antysemickie tendencje. Dotyczy to także kręgow mieszczańskich elit. Gorący spor wywołał na początku tego roku projekt ponownego opublikowania przez renomowane wydawnictwo Gallimard antysemickich tekstow autora notorycznie nienawidzącego Żydow. Chodziło o rasistowskie pamflety z lat trzydziestych ubiegłego wieku powieściopisarza Louis-Ferdinanda Celine’a (1894 –1961). Fala wzburzenia, jaką spowodował spor, dotarła do najwyższych kręgow władzy. Premier Edouard Philippe opowiadał się w zasadzie za publikacją, jeśli teksty byłyby starannie opracowane. Prawnik Serge Klarsfeld, zasłużony na polu wyjaśniania zbrodni nazistowskich, wezwał natomiast wydawnictwo Gallimard do wstrzymania publikacji. Wielu intelektualistow zastanawiało się, co skłoniło wydawcow z Gallimarda do wznowienia nazistowskiego apologety i zwolennika reżimu Vichy z czasow II wojny światowej. U części francuskich elit, jak powszechnie sądzono, pękły najwidoczniej bariery intelektualne, ktore dotychczas tłumiły nienawiść rasową. Dopiero kiedy wzrosła presja publiczna, wydawnictwo wycofało się z publikacji Celine’a.

Jeśli chodzi o Polskę, to europejską opinię publiczną wystraszyła, zarejestrowana ukrytą kamerą, impreza polskich neonazistow, podczas ktorej wychwalano Hitlera: Miał wizję zjednoczenia swojego narodu, propagował wartości rodzinne oraz szacunek i honor. Poza tym wznoszono pełne nienawiści okrzyki przeciwko niemieckiej kanclerz Angeli Merkel i polskiemu przewodniczącemu Rady UE Donaldowi Tuskowi, czemu towarzyszyły zawołania Sieg heil. Sprawę nagłośnili reporterzy TVN.

Pod względem liczebności zorganizowana scena skrajnie prawicowa w Polsce jest raczej niewielka, a fani Hitlera stanowią wśrod niej zapewne jeszcze mniej liczną mniejszość. Niemniej incydent neonazistowski wywołał szok w całej Europie. Podczas okupacji niemieckiej w Polsce ofiarą masowego ludobojstwa Rzeszy Hitlera padło przecież około 6 milionow ludzi: 90 procent wszystkich polskich Żydow i około 10 procent chrześcijańskich Polakow. Akurat w Polsce, ktora była pierwszą ofiarą hitlerowskich Niemiec, coś takiego, jak wspomniany hołd, nigdy nie powinno się zdarzyć.

Benzyny do ognia dolała na początku roku nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Na podstawie znowelizowanej ustawy władze chcą w przyszłości karać pozbawieniem wolności do lat trzech nazywanie niemieckich, nazistowskich obozow koncentracyjnych „polskimi obozami”. Na pierwszy rzut oka jest to zrozumiałe, bowiem nie może być żadnej wątpliwości, że Auschwitz, Treblinka czy Sobibor były niemieckimi obozami zagłady na ziemi polskiej. Ale chodzi tu także o ukrocenie wypowiedzi, przypisujących Polsce wspołudział w zbrodniach nazistowskich. Dlatego nowa ustawa jest tak gwałtownie krytykowana, przede wszystkim przez Izrael i USA. Można się zastanawiać, czy po uchwaleniu nowelizacji na przykład będzie jeszcze wolno pokazywać wielokrotnie nagradzany film dokumentalny Shoah francuskiego reżysera Claude’a Lanzmanna, w ktorym poruszony został temat antysemityzmu Polakow. Już w 1985 roku, gdy film ten się ukazał, owczesny polski rząd chciał na drodze prawnej zapobiec jego prezentacji. Można się też zastanawiać, czy Jan T. Gross, amerykański historyk polsko-żydowskiego pochodzenia, nie zostałby dziś w Polsce aresztowany za książkę Sąsiedzi o masakrze Żydow w Jedwabnem.

Nowa ustawa kryje w sobie więc niebezpieczeństwo fałszowania historii. A prawda historyczna jest taka: w Polsce zawsze istniało i jedno i drugie – kwitnące życie żydowskie i antysemicka „endecja” – w okresie międzywojennym; „szmalcownicy”, ktorzy zdradzali Żydow nazistom i „Żegota”, ktora pomagała Żydom – podczas niemieckiej okupacji.

Cały świat coraz bardziej zachowuje się tak, jakby katastrofy Shoah i obozow koncentracyjnych niewiele go nauczyły – napisał Piotr M. A. Cywiński, dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau, w gościnnym komentarzu dla Frankfurter Allgemeine Zeitung. – Dzisiaj widzimy, że minione, tak słuszne i konieczne wysiłki na rzecz rozrachunku z przeszłością, nie przetrwały proby czasu.

Te pesymistyczne uwagi mają, niestety, niejedno uzasadnienie. Rasizm rodzi się z nienawiści. A nienawiść jest trucizną, ktora w końcu zatruje nas samych, jak powiedziała ostatnio 92-letnia, niemiecko-angielska Żydowka ocalona z Auschwitz, Anita Lasker-Wallfish podczas Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu w niemieckim Bundestagu. Potępienie antysemityzmu musi być rzeczą oczywistą – we Francji, w Polsce, a zwłaszcza w Niemczech.

(przetłumaczyła Elżbieta Michałowska)


Joachim Trenkner (1935) – niemiecki dziennikarz i autor książek, wieloletni współpracownik niemieckich, amerykańskich i polskich mediów; odznaczony za pracę publicystyczną Medalem Wdzięczności Europejskiego Centrum Solidarności i Odznaką Honorową „Bene Merito”.

Artykuł ukazał się w numerze: