Odwaga i odpowiedzialność | T. Skonieczny, R. Żurek (DIALOG 120/2017)

W 75. rocznicę pierwszego spotkania Kręgu w Krzyżowej

75 lat temu, w Zielone Świątki 1942 roku, we wsi Krzyżowa na Dolnym Śląsku, miało miejsce niezwykłe spotkanie. Na zaproszenie gospodarza tutejszego majątku, Helmutha Jamesa von Moltkego, zgromadziła się bardzo różnorodna grupa – arystokraci, urzędnicy, socjaliści, duchowni ewangeliccy i katoliccy. Spotkali się w położonym na terenie majątku Domu na Wzgórzu, aby w głębokiej tajemnicy przed reżimem hitlerowskim opracować koncepcję demokratycznych Niemiec w nowej, powojennej Europie.
______________________________________

Grupa, która wówczas spotkała się w Krzyżowej zyska później miano Kręgu z Krzyżowej (Kreisauer Kreis). Nada je im Gestapo, które po zamachu na Adolfa Hitlera z 20 lipca 1944 roku rozpocznie intensywne działania przeciwko wszystkim krytykom reżimu. W konsekwencji śledztwa przeciwko spiskowcom z Krzyżowej zapadanie dziewięć wyroków śmierci. Wiele lat później, w historiografii dotyczącej niemieckiej opozycji antyhitlerowskiej, grupa ta zajmie wyjątkowe miejsce. Póki co, jest jednak majowy weekend 1942 roku, a jej członkowie po raz pierwszy mają możliwość spotkać się w większym gronie.

Znamienne były okoliczności powstania tej nieformalnej grupy, która stanie się przedmiotem zainteresowania Trybunału Ludowego w 1944 roku. W hitlerowskich Niemczech, gdzie wszelkie przejawy kontestacji władzy były bezwzględnie tępione, a sama myśl o istnieniu organizacji opozycyjnych wykluczona, idea „kręgu znajomych” (jak zwykł ich później nazywać sam Moltke) narodziła się jako owoc gorzkich rozmów o sytuacji panującej w kraju, toczonych pomiędzy dwoma śląskimi arystokratami, Helmuthem Jamesem von Moltke oraz Peterem Yorckiem von Wartenburgiem. Krąg miał skupiać osoby, które mimo świadomości, jak wysoką cenę mogą za to zapłacić, gotowe były podjąć dyskusję nie tylko o sytuacji w kraju, lecz również o drogach pozwalających ją zmienić. Tę gotowość trafnie, chociaż nader pesymistycznie, ujął Adam von Trott zu Solz, młody arystokrata, syn wysokiego urzędnika państwowego, który za udział w grupie Moltkego i Yorcka zapłacił najwyższą cenę: „Jeśli musimy już żyć w czasach, w których istnieje duże prawdopodobieństwo przedwczesnego końca, powinniśmy zatroszczyć się przynajmniej o to, by nasze życie i nasza śmierć miały sens”.

To, co zaczęło się jako krąg znajomych, powoli ewoluowało w szeroką koalicję przeciwników reżimu. Kluczowym dla rozwoju grupy było bowiem przekonanie, iż jakiekolwiek plany na przyszłość będą miały nikłe szanse na realizację, jeśli nie będą przedmiotem szerokiego konsensusu niemieckich ugrupowań demokratycznych. Właśnie dlatego owi dolnośląscy ewangeliccy arystokraci zabiegali o włączenie w prace ich grupy przedstawicieli innych warstw społecznych, opcji politycznych i przynależności wyznaniowej. W czasach, gdy protestantom i katolikom, arystokratom i działaczom robotniczym, chadekom i socjalistom znacznie trudniej znaleźć było wspólny język niż dzisiaj, takie współdziałanie ponad podziałami było krokiem wręcz rewolucyjnym.

Różnorodność grupy nie stanęła na przeszkodzie wypracowania wspólnych założeń programowych. W pierwszej kolejności przykuwa uwagę, że według spiskowców trwały i konstruktywny ład powojenny można byłoby zbudować jedynie na fundamencie wartości – ich kanon upa – trywali w chrześcijaństwie. Drugi element, to postawienie w centrum uwagi nie kolektywu, a jednostki. Uważali, że trzeba stworzyć taki porządek polityczny, który będzie sprzyjał nie bierności i posłuszeństwu, lecz samostanowieniu i zaangażowaniu politycznemu obywatela. I wreszcie element trzeci – integracja europejska, oparta na pojednaniu i solidarności. Przy czym, co szczególnie warte odnotowania, członkowie Kręgu zdawali sobie sprawę, że warunkiem sine qua non tego procesu musi być wyciągnięcie wobec Niemiec konsekwencji za zbrodniczą wojnę.

Wróćmy jednak do majowego weekendu 1942 roku. Pierwsze spotkanie w większym gronie – planowane i wyczekiwane od wielu miesięcy, zostało zorganizowane w tak dużej obawie przed dekonspiracją, że dyskutowano wyłącznie o kwestiach, które nie miały wyraźnie politycznego kontekstu (o roli chrześcijaństwa w społeczeństwie, relacjach między państwem a Kościołem, problemach wychowania i szkolnictwa). Spotkanie, tak skutecznie utajnione, że Gestapo nigdy się o nim nie dowiedziało, stało się punktem zwrotnym dla grupy.

Jego sukces, podwójny, bo nie tylko dyskusja była nader owocna, ale także nie doprowadziło do aresztowań, stanie się katalizatorem działań grupy. Sprowokuje on intensywniejszą, i odważniejszą pod względem podejmowanych tematów, pracę, doprowadzając do poszerzenia jej składu, jak i organizacji dwóch kolejnych dużych spotkań – znów w Krzyżowej. Tym samym majątek rodzinny Moltkego, miejsce wszystkich trzech spotkań spiskowców, pod wieloma względami jawić zaczyna się nie tylko jako bezpieczna przystań w podbitej przez nazistowskie Niemcy Europie, ale także jako centrum późniejszej narracji o Kręgu. Tak jak grupa stanie się Kręgiem z Krzyżowej, tak Krzyżowa staje się symbolicznym matecznikiem konspiratorów – spotykających się na co dzień w Berlinie, nie zaś na śląskiej prowincji.

W perspektywie konsekwencji, jakie mogły nieść za sobą spotkania spiskowców w Krzyżowej, godnym podkreślenia wydaje się przekonanie, które niewiele później wyraził Moltke, a które zapewne podczas samego spotkania podzielane było przez nich wszystkich: „Z cała pewnością wiemy, że za działalność opozycyjną w Niemczech karze się śmiercią. (…). Niemcy ci nie giną śmiercią bohaterów, jak w innych krajach okupowanych. Tamci mają przynajmniej świadomość, że ich ziomkowie uważają ich za bohaterów. Nasi ludzie giną wstydliwą śmiercią i wiedzą, że zostali sprowadzeni do jednej płaszczyzny z chuliganami i mordercami”. Zmuszająca do refleksji jest także nieznośna myśl, że wybór tej drogi był całkowicie dobrowolny. Wielu członków Kręgu, w tym także spośród tych, którzy ostatecznie ponieśli śmierć, było przecież przedstawicielami dobrze sytuowanych elit, niejednokrotnie powiązanych zawodowo z władzą hitlerowską. Niektórzy z nich mieli możliwość opuszczenia Trzeciej Rzeszy i urządzenia sobie życia za granicą. Czyż trzeba było wybierać drogę, która z dużym prawdopodobieństwem wiodła ku śmierci?

To niecodzienne świadectwo odwagi i odpowiedzialności za dobro wspólne nie jest jedynym powodem, dla którego w tym roku, kiedy mija 75 lat od pierwszego dużego spotkania grupy, warto odwoływać się do historii i dziedzictwa Kręgu z Krzyżowej. Istotnym jest bowiem wskazanie, iż jest ono ważnym przykładem nie tylko wierności imponderabiliom, lecz także tego, co wynikało z przyjętych przez członków Kręgu zasad pracy: dialogu, porozumienia ponad podziałami, solidarności i pojednania. Wartościom, które nie tylko wówczas, ale także dziś, zdają się deficytowe.

Waga tych doświadczeń jest zaś tym większa, im bardziej uświadamiamy sobie, że na przestrzeni lat było ono wielokrotnie obecne w przestrzeni publicznej. Nawiązywała do nich część polskiej opozycji demokratycznej, której opór przeciwko komunistycznej dyktaturze wyra- żał się, między innymi, w wolnym dialogu polsko-niemieckim. Odwoływali się do tego dziedzictwa także prekursorzy Fundacji „Krzyżowa” – grupa Polaków, Niemców, tak z NRD, jak i RFN, Amerykanów i Holendrów – kiedy powzięli zamiar, aby właśnie w Krzyżowej, jeszcze przed upadkiem komunizmu w Polsce, stworzyć międzynarodowe miejsce spotkań. Również dlatego 12 listopada 1989 roku, trzy dni po upadku muru berlińskiego, w Krzyżowej mogła się odbyć polsko-niemiecka Msza Pojednania z udzia- łem premiera Tadeusza Mazowieckiego i kanclerza Helmuta Kohla.

Dziedzictwo sprzeciwu wobec totalitaryzmów i pojednania stało się także fundamentem, na którym powołano wkrótce potem Fundację „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego. Mieszcząca się na terenie majątku rodziny von Moltke Fundacja jest nie tylko depozytariuszem tej spuścizny, ale także jednym z największych w Europie miejscem edukacji nieformalnej oraz spotkań młodzieży z wielu krajów świata. W tym sensie dziedzictwo Kręgu, jako grupy stawiającej sobie za cel walkę przeciwko zniewoleniu oraz budowanie porozumienia pomiędzy różnymi środowiskami, nadal jest żywe. Jego symboliczne korzenie wywodzić należałoby z owego spotkania sprzed 75 lat, kiedy grupa odważnych ludzi w Krzyżowej zaświadczyła, że są rzeczy, które mają wartość nadrzędną. Rzeczy, o które warto zabiegać – nawet jeżeli przyszłoby za to zapłacić najwyższą daninę, do jakiej zdolny jest człowiek.
______________________________________

Tomasz Skonieczny historyk, koordynator projektów Akademii Europejskiej Fundacji „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego

Robert Żurek historyk i teolog, dyrektor Akademii Europejskiej Fundacji „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego.

ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W NUMERZE: